Same pomoce to jeszcze nie terapia

Same pomoce to jeszcze nie terapia

Same pomoce to jeszcze nie terapia

Mam materiały od każdego autora pomocy w Polsce. I wiecie, co zrozumiałam? Że to nie wystarcza

Mam w swoim gabinecie materiały chyba od każdego autora pomocy terapeutycznych w Polsce.

Przez lata kupowałam książki, gry, układanki, karty pracy, gotowe zestawy ćwiczeń i kolejne PDF-y. Jeździłam na szkolenia, poznawałam nowe metody i ciągle szukałam czegoś, co pomoże mi skuteczniej pracować z dziećmi.

I wiecie, co po latach zrozumiałam?

Materiały nie budują terapii. Materiały są tylko pomocami.

Można mieć szafę wypełnioną najpiękniejszymi kartami pracy i nadal nie wiedzieć, od czego zacząć terapię, co zrobić później i dokąd właściwie prowadzi się dziecko.

Bo terapia nie może polegać na przypadkowym wybieraniu ćwiczeń.

Dzisiaj zrobimy kartę na pamięć, jutro poćwiczymy emocje, pojutrze sylaby, a podczas kolejnych zajęć wykorzystamy grę, która akurat spodobała się terapeucie. Każde z tych ćwiczeń może być ciekawe i wartościowe, ale jeżeli nie wynika z konkretnego planu, pozostaje tylko pojedynczym zadaniem.

A pojedyncze zadania nie tworzą procesu terapeutycznego.

Terapia potrzebuje celu i kolejności

Terapeuta powinien wiedzieć, z czego wynikają trudności dziecka, na jakim poziomie ono obecnie funkcjonuje i jaki cel chce osiągnąć. Musi wiedzieć, od czego rozpocząć, co wprowadzić później i po czym poznać, że dziecko jest gotowe do przejścia na kolejny etap.

Każde ćwiczenie powinno z czegoś wynikać i do czegoś prowadzić.

Jeżeli dziecko nie rozpoznaje sylab, nie przechodzimy do czytania wyrazów. Jeżeli nie potrafi połączyć sylab w wyraz, nie oczekujemy, że przeczyta zdanie. Jeżeli nie rozumie prostego zdania, nie podajemy mu tekstu i nie liczymy na to, że język sam się uporządkuje.

Najpierw trzeba przygotować fundament, a dopiero później wprowadzać coraz trudniejsze elementy.

Nie można ominąć kilku etapów tylko dlatego, że kolejne materiały są ciekawsze, ładniejsze albo bardziej atrakcyjne dla dziecka. Mózg potrzebuje powtórzeń, stałego schematu i stopniowego zwiększania trudności.

Każdy kolejny etap powinien opierać się na tym, co zostało już dobrze utrwalone.

Karta pracy jest narzędziem, a nie terapią

Często skupiamy się na tym, co położyć przed dzieckiem na stoliku. Szukamy kolejnej gry, nowej książki albo efektownej pomocy. Tymczasem najważniejsze pytanie powinno brzmieć:

Po co daję dziecku właśnie to zadanie?

Jaki proces chcę uruchomić? Co dziecko ma dzięki niemu zrozumieć, zapamiętać albo uporządkować? Jak ta umiejętność zostanie wykorzystana podczas kolejnych zajęć?

Ta sama karta pracy w rękach dwóch terapeutów może mieć zupełnie inną wartość. Jeden wykorzysta ją jako element przemyślanego procesu, a drugi jako sposób na wypełnienie czasu podczas zajęć.

Materiał sam nie diagnozuje dziecka. Nie dobiera poziomu trudności. Nie ocenia, czy należy coś powtórzyć. Nie pokazuje też terapeucie, co powinno wydarzyć się za tydzień czy za miesiąc.

Do tego potrzebny jest człowiek, który rozumie mechanizm trudności i ma plan pracy.

Dlatego powstała Neurosylaba®

Neurosylaba® nie powstała jako kolejny zestaw przypadkowych kart pracy.

Powstała jako strukturalny system, który prowadzi terapeutę i dziecko krok po kroku przez kolejne etapy. Każda lekcja ma swój cel, określony schemat i miejsce w całym procesie. Każdy element przygotowuje dziecko do tego, co pojawi się później.

Od sylaby do wyrazu. Od wyrazu do zdania. Od zdania do tekstu, rozumienia, pisania i samodzielnego posługiwania się językiem.

Oczywiście w Neurosylabie® znajdują się tysiące kart pracy, paski sylabowe, pliki MP3, zabawy, instrukcje i materiały do pracy w domu. Ale liczba pomocy nie jest najważniejsza.

Największą wartością jest struktura.

To, dlaczego konkretne ćwiczenie pojawia się właśnie w tym momencie. Dlaczego wykonujemy je w określony sposób. Ile razy do niego wracamy. Co sprawdzamy po jego zakończeniu i do jakiej następnej umiejętności przygotowujemy mózg dziecka.

Materiały są częścią systemu, ale same nie są systemem.

Przestałam szukać kolejnej karty pracy

Przez lata wydawało mi się, że być może istnieje jeszcze jakaś książka, pomoc albo szkolenie, które przyniesie odpowiedź. Kupowałam więc kolejne materiały i próbowałam łączyć je ze sobą.

W pewnym momencie zrozumiałam, że nie potrzebuję następnej karty pracy.

Potrzebuję systemu, w którym każda karta ma swoje miejsce, cel i dalszy ciąg. Systemu, który nie pozwala pracować przypadkowo, ale pokazuje, co robimy dzisiaj, dlaczego właśnie to i dokąd ta praca ma zaprowadzić dziecko.

Bo nawet najpiękniejsze materiały mogą jedynie uatrakcyjnić zajęcia.

Ale same nigdy nie zbudują terapii.