>

Moje początki
Pamiętam swoje początki bardzo dobrze. Jak większość terapeutów, byłam przekonana, że im więcej mam materiałów, tym lepiej będę pracować.
Kupowałam kolejne karty pracy, zapisywałam się na szkolenia, pobierałam ćwiczenia z internetu, inspirowałam się pomysłami z grup na Facebooku. Moje półki zapełniały się segregatorami, a komputer kolejnymi folderami z materiałami. Wydawało mi się, że właśnie na tym polega dobry warsztat terapeuty – żeby mieć ogromny wybór i codziennie dopasowywać coś do konkretnego dziecka.
I rzeczywiście, każde z tych ćwiczeń miało swoją wartość. Nie chcę powiedzieć, że były złe. Problem polegał na czymś zupełnie innym.
Ja nie miałam systemu.
Zbiór ćwiczeń to jeszcze nie metoda
Każdego dnia zastanawiałam się, co będzie najlepsze dla dziecka na następnych zajęciach. Intuicyjnie wybierałam kolejne ćwiczenia, mając nadzieję, że właśnie one przyniosą przełom. Czasami efekty były bardzo dobre, innym razem znacznie słabsze. Nie rozumiałam jeszcze, dlaczego tak się dzieje.
Dopiero po latach zrozumiałam, że zbiór nawet najlepszych ćwiczeń nie tworzy metody.
Metoda to nie segregator pełen kart pracy.
Metoda to nie kilkadziesiąt pomocy dydaktycznych.
Metoda to przede wszystkim przemyślana kolejność. To wiedza, dlaczego jeden etap musi pojawić się przed następnym i co przygotowuje mózg dziecka do wykonania kolejnego kroku.
Zmiana perspektywy
To właśnie wtedy zaczęłam patrzeć na swoją pracę zupełnie inaczej.
Przestałam pytać: „Jakie ćwiczenie będzie dziś najciekawsze?".
Zaczęłam zadawać sobie inne pytanie: „Na jakim etapie rozwoju jest to dziecko i jaki powinien być jego następny krok?".
Ta zmiana była dla mnie przełomowa.
Dlaczego kolejność ma znaczenie w nauce czytania
Nagle okazało się, że nie potrzebuję coraz większej liczby materiałów. Potrzebuję logicznej sekwencji, w której każde ćwiczenie ma swoje miejsce i konkretny cel.
W nauce czytania doskonale widać, jak ogromne ma to znaczenie. Najpierw dziecko opanowuje sylaby. Później uczy się budować z nich wyrazy. Następnie przechodzi do zdań, a dopiero później do czytania tekstów. Każdy z tych etapów przygotowuje mózg do następnego. Jeśli tę kolejność zaburzymy, nawet świetnie przygotowane ćwiczenie może nie przynieść oczekiwanych efektów, bo dziecko nie ma jeszcze odpowiednich fundamentów.
I właśnie wtedy zrozumiałam, że różnica w efektach mojej pracy nie wynikała z tego, że znalazłam lepsze karty pracy.
Różnica wynikała z tego, że przestałam pracować na przypadkowo dobranych ćwiczeniach, a zaczęłam pracować według spójnego systemu.
Spokój i przewidywalność
Od tego momentu moja praca stała się spokojniejsza i bardziej przewidywalna. Nie siadałam już wieczorem z myślą: „Co mam przygotować na jutro?". Wiedziałam, gdzie znajduje się każde dziecko, jaki etap już opanowało i co powinno wydarzyć się dalej.
Co ciekawe, ten spokój zauważyli również rodzice. Oni także zaczęli rozumieć, dlaczego wykonujemy konkretne zadania i dlaczego nie przeskakujemy kolejnych etapów. Przestali widzieć pojedyncze ćwiczenia, a zaczęli dostrzegać cały proces.
System
I myślę, że właśnie to najbardziej zmieniło moje życie zawodowe.
Przestałam improwizować.
Zaczęłam prowadzić dziecko przez przemyślany proces rozwoju.
Dzisiaj wiem, że terapeuta nie potrzebuje setek przypadkowych ćwiczeń. Potrzebuje systemu, który odpowiada na pytanie nie tylko co robić, ale przede wszystkim dlaczego właśnie teraz i dlaczego właśnie w takiej kolejności.
Jeśli pracujesz na własnym zbiorze ćwiczeń i coraz częściej masz poczucie, że brakuje Ci uporządkowanego planu, napisz do mnie . Chętnie pokażę Ci, jak wygląda praca na gotowym systemie Neurosylaba® i dlaczego dobrze zaplanowana sekwencja potrafi całkowicie zmienić sposób prowadzenia zajęć.
Inne artykuły
Odkryj więcej treści, które mogą Cię zainteresować.



